Pieśń Druga w swej dalszej części powtarza jeszcze dobitniej treści Pieśni Pierwszej: o tym, że Jahwe wybrał Sługę, aby nie tylko nawrócił i zgromadził rozproszone po świecie pokolenia Jakuba, lecz aby stał się światłością dla pogan, by Boże zbawienie dotarło aż do krańców ziemi (w.6). Słowa: światłość i zbawienie, jeszua, są tutaj synonimami, wyrażają tę samą myśl. Lecz po tej wspaniałej wypowiedzi Boga autor natchniony ponownie wraca do owych niezrozumiałych cieni, które pojawiają się nad osobą Sługi: będzie wzgardzony u pogan, będzie budził odrazę, stanie się wręcz niewolnikiem możnych (w.7). Dlaczego? Przecież ma przynieść ludziom wyzwolenie i sprawiedliwość, a nie karę, cierpienie lub śmierć?! Na razie brak jest na to odpowiedzi.
Pieśń kończy się zapowiedzią chwalebnej przyszłości Sługi. Jahwe obiecuje, że mimo wszystkich szykan i odrzucenia, na widok Sługi królowie powstaną, a książęta padną na twarz. Jaką treść zawierają te słowa? Królowie powstają ze swoich miejsc na ogół tylko wtedy, gdy widzą władcę potężniejszego od siebie. Książęta w takiej sytuacji mogą upaść na twarz, jak sługa przed swoim panem, jak ktoś, kto chce okazać swoje uniżenie i wielki szacunek wobec rozmówcy. Te słowa Jahwe wskazywałyby więc na szczególne wyniesienie Sługi ponad królów i książęta. Mimo odrzucenia i wzgardy Sługa jest zatem kimś więcej niż ziemski król: za nim stoi sam Jahwe.
Pieśń Trzecia (50,4-9) głębiej wchodzi w problematykę cierpienia Sługi. Biczowanie, wyrywanie brody, zniewagi i oplucie - to wszystko spada na Sługę w sposób niezawiniony. Lecz On jest pewny swojej niewinności, co więcej, wie, że ta niewinność nie jest tylko jego prywatnym poglądem, lecz jest potwierdzona przez najwyższą instancję - to przecież Jahwe go uniewinni (50,8). Z tekstu tej Pieśni okazuje się ponadto, że zło, które spada na Sługę, jest w jakiejś mierze zamierzone przez Jahwe. Myśl ta jest delikatnie zasugerowana w w.5, który mówi o posłuszeństwie Sługi wobec Boga: Jahwe „otworzył mu ucho”, czyli nakłonił do posłuszeństwa, niejako wyćwiczył swego Sługę w posłuszeństwie, co spotkało się z pozytywną odpowiedzią z jego strony: „a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem”. Sługa zatem zdecydował się na całkowite pójście za wolą Boga, a konsekwencje tego wylicza w.6: „Podałem grzbiet mój bijącym, a policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem”. Można więc wnioskować, że pełne posłuszeństwo woli Bożej zaprowadziło Sługę w samo centrum niezawinionego cierpienia, ale przecież mieściło się to jakoś w planie Boga, przecież było Jemu wiadome!











