Witamy
„Paradoksalnie mamy tendencję by poświęcać mnóstwo czasu na zarabianie pieniędzy, prowadzenie biznesu, gonitwę za sukcesem, a zaniedbujemy to co jest naszą najcenniejszą własnością – czas na to ku czemu zostaliśmy stworzeni: wspólnotę”
- John Ortberg
"Trafiony przez Słowo"
środa, 26 sierpnia 2009r.
Przestraszyłem się tych słów. Nie chciałem w sobie nic zmieniać. Do tej pory stale oddalałem się od Boga, ulegałem gorszącemu wpływowi otoczenia i sam taki wpływ wywierałem na innych. Prowadziłem życie nieco chuligańskiego nastolatka. Przy okazji różnych imprez piłem sporo alkoholu. Cały czas zachowywałem się bardzo na pokaz. Byłem niezwykle próżnym człowiekiem. Kościół był dla mnie jedynie miejscem, do którego chodziłem, ponieważ byłem przymuszany przez rodzinę. Nie miałem zamiaru słuchać Jego nauczania. Gdy pewnego razu będąc w Afryce, jedna z moich muzułmańskich kuzynek zapytała mnie, czy wierzę w Boga, odpowiedziałem, że nie.
Mimo swoich obaw zdecydowałem się na przeczytanie Nowego Testamentu, ale jednocześnie postanowiłem, że i tak nie wprowadzę u siebie żadnych zmian. Jednak to, co się później wydarzyło, całkowicie mnie zaskoczyło.
Już od samego początku słowa tej książki w nieprawdopodobny sposób mnie oświeciły i dotarły głęboko do mojego wnętrza, tak, jakby była w nich jakaś moc. Tak jakbym wcześniej niczego nie rozumiał, a nagle zrozumiał wszystko. Jakby z moich oczu spadła jakaś zasłona, która przesłaniała mi prawdę o życiu. Nieoczekiwanie uwierzyłem w każde słowo. Uświadomiłem sobie, że bardzo wiele z tego, co robiłem i jak myślałem było złe. Chyba po raz pierwszy w moim życiu pojawił się prawdziwy żal. Za każdym więc razem, kiedy znalazłem u siebie coś przeciwnego do tego, co mówił Jezus przepraszałem Go za to. Cały Nowy Testament przeczytałem w dość krótkim czasie, ok. 10 stron dziennie. Od tamtej chwili moje życie obróciło się o 180⁰. Zacząłem się modlić, chociaż początkowo tylko w ukryciu, żeby w domu nikt nie zauważył. Do tej pory nigdy tego sam nie robiłem. Poprosiłem też mamę, żeby kupiła mi Pismo Święte na Boże Narodzenie. Odtąd czytałem je codziennie. Byłem zafascynowany nieprawdopodobną mądrością słów Jezusa. Chodziłem do Kościoła co niedzielę. Z czasem postanowiłem też czytać książki o tematyce duchowej i każdego dnia chodzić na mszę świętą. Chłonąłem wszystko, co mówił Jezus, nie tylko w Piśmie Świętym, ale także przez księży. Od czasu do czasu przeżywałem duchowe ekstazy. Nie zdawałem sobie wtedy jeszcze sprawy, że to sam Duch Święty mnie porywał. Gdy prosiłem o coś Boga, On to spełniał – ludzie odzyskiwali zdrowie i działy się różne inne niespotykane dotąd rzeczy. Dokładnie tak, jak powiedział to Jezus. Ogarniała mnie ogromna gorliwość i chęć posłuszeństwa Kościołowi.