Mam na imię Ania. Dziękuję Panu Bogu za to, że mogłam być na tych rekolekcjach, że Małgosia do mnie zadzwoniła. Ja nie zadzwoniłam, ale ona zadzwoniła. Po tych rekolekcjach jestem „wniebowzięta”, czuję się, jakbym była napełniona dużą ilością wody. Dostałam od Pana Boga dużą ilość komplementów, z których jestem zadowolona. Co jeszcze mogę powiedzieć? Na tych spotkaniach z Duchem Świętym, czułam, że twardo stoję na nogach, czułam obecność Ducha Świętego, chociaż też na co dzień doświadczam obecności Ducha Świętego, chociaż może w mniejszym stopniu. Po prostu tutaj w głębokim stopniu poczułam obecność Ducha Świętego, także wiem, że Pan Bóg trwa we Mnie, a ja w Nim. Chwała Panu.
Ja mam na imię Ania, tak krótko chcę powiedzieć, podziękować Panu Bogu za to, że pokazuje, co jeszcze jest nie poukładane w moim życiu, co powinnam zmienić, co jeszcze mi przeszkadza, abym była bliżej Niego. I że też utwierdza mnie w tym, że On mnie bardzo kocha, że nie muszę żebrać o to miłosierdzie, że nie muszę na nie zasługiwać, że pomimo tych wad, które posiadam, On mnie bardzo kocha. Chwała Panu.
Mam na imię Małgosia i chciałam powiedzieć, że zrezygnowałam z wczasów na Karaibach, aby być na rekolekcjach, ale rzeczywiście cieszę się, że mogłam tutaj razem być, że właśnie na pierwszym stopniu, choć część grupy mam na III, część na II stopniu, ale Pan Bóg wie, co robi. Dla mnie to był czas zatrzymania się, popatrzenia na siebie na nowo w świetle Jego miłości. Pan Bóg przychodził do mnie w radości, np. miałam takie pragnienie, wierzę, że Pan Bóg mi jej dał, żeby wielbić Go padając na twarz, bardzo mi się to spodobało, i kiedy potem poprosiłam o modlitwę, m.in. żeby się wyluzować przed Panem Bogiem, to dostałam słowa: „ci, co zaufali Panu są jak góra Syjon, co się nie porusza, ale trwa na wieki”. Chwała Panu.
Mam na imię Lucyna. Dziękuję Panu Bogu, że mogłam przyjechać na te rekolekcje, to był niesamowity czas. Pan wskazał tę drogę, więc cóż miałam zrobić.. Chwała Panu.
Nazywam się Jasia, jak wiecie, jestem rodzoną siostrą Marzanny, co mnie blokowało, w moim przypadku najtrudniej. Proporcjonalnie do wieku, otrzymuje się najwięcej łask. Jesteście perełkami młodzieży. Zawsze się zastanawiałam, co moja siostra tam robi, wychowane w jednym domu, chodziłyśmy do Kościoła.. i co ona tam robi, jak to starsza siostra, a wszystkie jesteśmy apodyktyczne i władcze. No i Pan Bóg się upomniał o mnie. Mama, dzieci, wnuczęta, jakieś obowiązki, gdzieś Ducha Świętego zgubiłam po drodze (...), to życie zaczynało mnie męczyć, zaczynałam robić się furiatką w nieoczekiwanych momentach... Nałogi sprzątania wyprowadzały moją rodzinę z równowagi, domowe obiadki się skończyły, robiłam, co się da. Nic mi nie pasowało, było bardzo źle, ciężko. Zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje. Przechowywałam lalki, maski szamanów... i zwróciłam się wtedy do Marzeny przez siostrę, poprosiłam ją o psychologa. Wszyscy mówili: „Mamo, idź do psychologa”. Moja siostra nie była w moim nowo zakupionym domu, któregoś dnia mnie jednak znalazła, mówiąc: „Słuchaj, miałam chwilkę, wpadałam do Ciebie”. Ja mówię: „słuchaj, potrzebuję psychologa”. Siostra na to: „ale ja Tobie pomóc nie mogę, a wiesz, ile to kasy trzeba na taką terapię? A może na Kurs Alfa pójdziesz?”. Powiedziałam: „dawaj cokolwiek, aby pomogło”. Zawiozła mnie tam i tak to się zaczęło... po trzeciej modlitwie, po oddaniu swego życia Jezusowi, Tadeusz miał piękną charyzmę, było można prosić o wszystko, o dary Ducha Świętego. Męczyłam wszystkich animatorów, i zostałam napełniona Duchem Świętym. Potem zaczęłam załatwiać różne sprawy pod tytułem „Pojednanie z siostrami”. Poza tym od dziś nie ma żadnych guseł, wszystko wykasowałam z komputera, od tamtej pory nie usiadłam do tarota. Czytałam różne książki pomocnicze i zobaczyłam, w czym tkwił mój problem - w przebaczaniu. Uświadomiłam sobie, że tkwi we mnie coś od 51 lat, czyli krzywda w dzieciństwie, do wczoraj w ogóle o tym nie mogłam mówić, ale się otworzyłam, choć to nie tak prosto.. Jednak Pan Bóg przekonuje mnie, aby o Tym powiedzieć. Nawet jeśli się jest niewinnym, to to nie pozostawia skutków. Do dzisiaj jak weszłam do sali, którą mi przydzielono, miałam stres i widziałam to łóżko, na którym byłam skrzywdzona. Tak było, nie mniej nie mogłam tej krzywdy wybaczyć, a to wydarzenie nadawało ciąg dalszy w moim życiu. Uciekałam od tego problemu i nie umiałam rozmawiać z Bogiem na temat tego człowieka i całej tej sytuacji. Dopiero kiedy to sobie pomału uświadomiłam prosiłam: „Panie Boże, ja przebaczam, Ty zrób, żeby było dobrze”. Kiedy modliliśmy się o charyzmaty, widziałam przed sobą taki trójkąt z żarzącą się jakby perełką, i akurat Małgosia, która mnie omadlała, mówi: „To dobrze, bo Ty jesteś taką perełką” . Znów kolejnego dnia na jutrzni, ja patrzę, że mój trójkącik nie znikł, a zrobiło się Oko, trójkąt, oko i promienie. Panie Boże, co to za znak? Zobaczyłam, że nigdzie więcej tego nie ma, uznałam więc, że to było to, że nie było przebaczenia. Było bardzo trudno, ale to już za mną! Chwała Panu!!











