Małgosia. Trzy minuty-trzy rzeczy. Pierwsza z nich to taka, że fantastycznie jest przyjechać na rekolekcje i nie być animatorem, można i biegać i skakać, i mieć dużo czasu dla siebie. Druga rzecz, to taka, że Pan Bóg mnie oczyszczał tak duchowo, ale też pokazał, gdzie mam oczyścić siebie wewnętrznie, i też dom, który jest w Białymstoku. Po pierwsze, to miałam myśli, które mnie dręczyły i nie potrafiłam z tym poradzić, zawsze wracały, czasem dość silnie. W końcu poszłam tutaj na modlitwę i powiedziałam co, jak i dlaczego, dokopali się źródła, jak zwykle tam, gdzie się nie spodziewałam, życiorys drugi raz rozkopany, chyba jednak do końca nie jest to uzdrowione, bo dużo emocji się tam z tym wiąże, ale myślę, że bardzo dobry fundament już pod to został położony. Ja jestem osobą, która duchowo i fizycznie zbiera wokół siebie mnóstwo śmieci. Mam mnóstwo takich rzeczy u siebie w pamięci, ale też np. u siebie w pokoju, ja po prostu otaczam się rzeczami, po prostu jakby wypełniam swoje życie, i pustkę, której nie uświadamiałam. I Pan Bóg powiedział, no niestety-musisz to wszystko wywalić. Całe szczęście, że były tutaj osoby, które powiedziały prosto z mostu: „co Ty się na tym skupiasz? To nie jest ważne. Jeśli to będzie, jakoś ważne, to Pan Bóg ci to pokaże, teraz masz zupełnie na czym innym się skupić”. Tak samo będzie w moim domu, gdy wrócę, wyciągnę największy czarny worek na śmieci i powyrzucam je, nie wiem, czy jeden wystarczy. Chwała Panu.
Ja mam na imię Robert i także chciałem podziękować Panu Bogu, że sprawił, iż ten czas był niesamowity. Na pewno otrzymałem bardzo dużo, poczynając od wiadomości, poprzez jakieś przeświadczenia, odczucia. Takim głównym przeświadczeniem, którym chciałbym się podzielić, to jest to, że modlitwa jest to rozmowa z Bogiem. Często u mnie to było takie dobijanie się do drzwi, że Pan Bóg ma coś innego do zrobienia w tym czasie, a po tych rekolekcjach dla mnie modlitwa jest rozmową, jest czymś niesamowitym, jest tym, co aż chce się kontynuować! Chwała Panu.
Mam na imię Paweł, to są najpiękniejsze dni, jakie przeżyłem. Wydawało mi się, że te dni, które kiedyś przeżyłem, to były takie wspaniałe, tak nie jest. Dokładnie 27 lipca 2009 roku poznałem, doświadczyłem żywego, prawdziwego Boga, który mnie natchnął, który teraz daje mi wiarę i siłę. Chciałem się Wam przyznać, że jestem słaby, ostatnio mam problem z pornografią. Diabeł ma najlepszych ludzi od marketingu i reklamy, ja to łyknąłem. Wchodzę do komputera, patrzę fajne zdjęcie, oczywiście klik-klik jestem, oczywiście wchodzę, wychodzę, oczywiście co? Wchodzę... Teraz już wiem, ze to był błąd. Cieszę się, że jeszcze jestem w takim wieku i że mam wrażenie, że się zmieniłem. Dla mnie to było śmieszne mówić o Panu Bogu. Nie jestem tutaj przypadkiem, choć często zmieniałem zdanie, czy tutaj jadę, czy nie jadę, aż dostałem 5 dni wolnego, chłopaki byli zdziwieni. Ok., pojadę, zobaczę, jak to wygląda. Katecheza: patrzę 45 minut, oj już coś przegina. No taka właśnie była moja wiara, tak to sobie siedziałem w Kościele. 2 lata temu był tutaj mój brat, na którego patrzę: przyjechał z Ezechiasza, jakiś dziwak, siedzi w kościele. On mówi do mnie „Ty weź tak jak ja”. W ogóle patrzę w domu, drzwi do pokoju zamknięte u gościa, a tam Pismo Święte... widziałem, że te zmiany były nie negatywne, ale pozytywne, więc mówię OK.











