1. Skocz do nawigacji
  2. Skocz do treści

Witamy

„Paradoksalnie mamy tendencję by poświęcać mnóstwo czasu na zarabianie pieniędzy, prowadzenie biznesu, gonitwę za sukcesem, a zaniedbujemy to co jest naszą najcenniejszą własnością – czas na to ku czemu zostaliśmy stworzeni: wspólnotę”

- John Ortberg

"...Bóg skruszył mur nienawiści w moim sercu..."

środa, 25 lutego 2009r.

Jestem od 1983 zagorzałym kibicem Jagiellonii Białystok, jeździłem na wyjazdy i piłem alkohol. Słuchałem ostrej rockowej i punk rockowej muzyki, wiązały się z tym koncerty i suto zakrapiane imprezy. Miałem wtedy 16-18 lat. Cały czas były bójki z kibicami innych drużyn, albo z innymi ludźmi, którzy nie myśleli tak jak my. Nadmieniam, iż odkąd poznałem postać Adolfa Hitlera zacząłem być jego fanem imponowała mi jego siła, zdolność realizacji swoich planów i umiejętność porwania tłumów za sobą. Często marzyłem o pozbyciu się wszystkich swoich wrogów tak jak on to zrobił taka była we mnie nienawiść. Nienawidziłem wszystkiego i wszystkich. Wtedy kumpel powiedział mi o ludziach, którzy spotykają się na plantach. Poszedłem, patrzę łby ogolone na łyso, czarne glany, czarne kurtki, czarne koszule i czerwone szelki, no i te harde twarze niezdradzające żadnego lęku. Okazało się, ze mają taką samą ideologię jak ja i tak zostałem skinem. Przez swoje zaangażowanie i umiejętność kaptowania ludzi, oraz wszechogarniającą nienawiść zostałem szefem partii skinów w Białymstoku. Bójki, pijaństwo, koncerty, imprezy, wizyty na komisariatach, lęk i samotność. To pamiętam ze swojego życia do roku 1993. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, dokąd ta droga mnie zaprowadzi, nosiłem nóż, pałkę, oglądałem się za siebie idąc ulicą, ponieważ się bałem wrogów, których sobie narobiłem. Wiedziałem, że prędzej czy później trafię do więzienia albo mnie ktoś zabije.

 

Wszechogarniająca samotność i beznadzieja na przyszłość tak myślałem mając lat 23. Siedziałem miesiąc w domu i miałem wszystkiego po dziury w nosie, picia, imprez, nienawiści, samotności i wtedy w dostałem od koleżanki książkę „Jezus żyje” o. Tardiffa. Czytałem ją, wzruszałem się, ale nie wierzyłem, że Bóg może uzdrawiać dziś jak 2000 lat temu Jezus z Nazaretu. Powiedziałem nie uwierzę dopóki nie zobaczę i Bóg to wziął. Była 13 maja 1993 msza święta z modlitwą o uzdrowienie na stadionie Hetmana w Białymstoku. Widziałem jak po modlitwie ludzie wstawali z wózków inwalidzkich i szli o własnych siłach do sceny złożyć świadectwo. W pewnym momencie poczułem obecność obok siebie i moje serce zaczęła wypełniać miłość. Padłem na kolana i Bóg skruszył mur nienawiści w moim sercu. Sprawił, że oddałem mu swoje życie, wyspowiadałem się i przyjąłem Go jako osobistego Pana i Zbawiciela. Służyłem Bogu gdzie tylko mnie potrzebował, kompletowałem wiedze historyczną i czytałem Pismo Święte. Przestałem nienawidzić, uwolnił mnie Jezus od nałogu nikotynowego i alkoholowego. Poszedłem do szkoły skończyłem wieczorowo ogólniak jako jeden z najlepszych uczniów.

 

Designed by ELEET